On 2008-07-23, January Weiner <january.wei...@gmail.com> wroted:
- Hide quoted text -- Show quoted text -> Wyszło wreszcie na DVD, i
obejrzałem. Jejku, jaka kicha (po niemiecku
> "Mist" zreszta oznacza nawoz). I w ogole nie do strachu.
Zajawki mnie
> zainteresowaly -- bo mgla kojarzy sie z czyms nienazwanym, nieznanym, co
> czyha we mgle i mozemy co najwyzej domyslic sie ksztaltow.
Carpenter to
> zrozumial. A tu okazuje sie, ze w filmie od razu wyjezdzaja z purpurowymi
> mackami. Jedyna straszna rzecz w calym filmie to ta pani od Sadu
> Ostatecznego.
> W ogole, horror moze byc straszny, jesli sie identyfikujemy z glownym
> bohaterem. Zeby doprowadzic do przedstawionego finalu w wiarygodny
sposob,
> musieliby stworzyc w widzu nastroj totalnego zagrozenia i beznadziei, bez
> cienia szansy na przezycie. Otoz w ogole czegos takiego nie mialem,
wrecz
> przeciwnie. Pomijajac fascynacje samymi potworkami, to zagrozenie
jest
> bardzo dobrze zdefiniowane: obce, agresywne, ale bezrozumne formy zycia,
> przed ktorymi mozna sie skutecznie obronic czy schowac. Stad
kompletnie
> nie pojmuje zachowania glownych bohaterow, i dla glownego bohatera mam
> tylko pogarde pomieszana z niechecia.
Hm, mi się całkiem podobało. Generalnie, masz chyba podobne odczucia jak
co niektórzy przy drugim "Obcym" - że tak naprawdę był straszny
dopóki był
niewidoczny. Ja się nie spodziewałem mglistej Tajemnicy, nie widziałem
zajawek, więc mnie akurat to nie rozczarowało. Nie sądzę żeby reżyser
usiłował stworzyć tę "tajemnicę", ale mu nie wyszło - macki
pojawiają się
wcześnie, sztafażu "obcego zagrożenia" nie brakuje, to tak miało
być.
Nie bardzo rozumiem co konkretnie masz do bohaterów - że się nie zachowują
zgodnie z rozumowaniem widza w kinie, który ogląda kolejny horror? Chyba
nigdy się tak nie zachowują. To, że my patrząc sobie na ekran możemy
konstatować, że oto mamy ot takie sobie bezrozumne stwory przed którymi
można się bronić nie zmienia w niczym szoku, jaki byśmy przeżyli, gdyby
przy naszej kolejnej wizycie w Leclercu z dziwnej mgły zaczęły wychodzić
macki, owady, potwory, gdyby na naszych oczach świat zmienił się w krwawy
koszmar. Nie wiem gdzie zauważyłeś w tej sytuacji brak zagrożenie czy
jakąś
nadzieję na zmianę sytuacji, dla mnie najmocniejszą jego stroną była
właśnie
porażka każdej obranej przez ludzi strategii przetrwania: nie pomogła
religia,
nie pomógł rozum, nie pomogło trzymanie się razem, nie pomogły ofiary,
podjęcie ryzyka, asekuracja, ucieczka. W zetknięciu z naprawdę obcym ludzki
świat się rozleciał, tak jak organizm w kontakcie z nieznaną bakterią
wobec
której nie ma szans na odporność (biologów i lekarzy uprasza się o
powtrzymanie od komentowania uproszczeń).
To nie jest taki zły film. "Zdarzenie" Shyamalana, to dopiero
porażka.
GS
--
Grzegorz Staniak <gstaniak _at_ wp [dot] pl>